• Godło w Paincie

          • Szanowny Panie Prezydencie, Panie Premierze! Jeśli kiedykolwiek zapragnęliby Panowie zmienić wygląd naszego godła, na przykład na takie stworzone niewinną ręką pierwszoklasisty, zapraszamy po gotowy wzór. Będziemy oczywiście negocjować odpowiedniej wysokości tantiemy dla autora lub autorki, ale z pewnością jakoś się dogadamy!

            Nasi zdolni pierwszoklaści - przy okazji zajęć komputerowych - odtwarzali wygląd godła. Próbom towarzyszyło niezwykłe skupienie, które objawiało się wytkniętymi na wierzch językami, kropelkami potu spływającymi po skroniach, malutkimi żyłkami pulsujacymi na środku tych młodych, zapracowanych czół. Kopiowali naszego bielika z namaszczeniem i czcią, wielokrotnie poprawiali drobne mankamenty starając się oddać jego wielkość i majestat. Jak im się udało? Oceńcie sami!

          • Dni Bezpieczeństwa

          • Miasto to dżungla! Wie o tym każdy, kto w godzinach szczytu kiedykolwiek znalazł się na ulicy Głogowskiej, Królowej Jadwigi czy w okolicach Ronda Śródka. O przestrzeń życiową - dosłownie! - walczą w niej kierowcy, rowerzyści i piesi. Walka ta jest zażarta i nie do końca bezpieczna, dlatego szczęśliwy jest ten, kto zna zasady tej gry i ma głowę na karku, żeby świadomie z nich korzystać. My na szczęście porządnie się w tym temacie dodedukowaliśmy podczas niedawnych Dni Bezpieczeństwa. Przez dwa dni bardzo intensywnie chłonęliśmy wiedzę z zakresu poruszania się po mieście, zarówno jako pieszy, jak i rowerzysta, przećwiczyliśmy raz jeszcze udzielanie pierwszej pomocy i na blachę nauczyliśmy się znaków grając w specjalnie przygotowanej memory! Nic tylko ruszać w miasto!

            Nie ukrywajmy - miasteczko ruchu drogowego wywołało niemałe emocje. Nie ma zresztą co się dziwić, bo kto nie chciałby być samochodem, który sprawnie mknie przez największe nawet meandry ulic? A w myśl zasady, że najlepiej uczy się przez działanie, połączyliśmy przyjemne z pożytecznym i nawet obudzeni w środku nocy jednym tchem wymienilibyśmy zasady bezpiecznego poruszania się po ulicy. 

            Przed nieco starszymi uczniami postawiliśmy jednak trudniejsze wyzwania - ich zadaniem było pokonać arcywymagający plac rowerowy czy udzielić pomocy poszkodowanym w konkretnych zdarzeniach. Tak solidnej dawki konkretnej wiedzy na tematy związane z bezpieczeństwem nie otrzymaliśmy już dawno - wiemy, dlaczego warto nosić odblaski czy jak zachować się, gdy jesteśmy świadkami wypadku. Możecie czuć się z nami bezpiecznie!

          • Zebranie rodziców przyszłorocznych klas 1 i oddziału przedszkolnego

          • W najbliższy poniedziałek, 21-go maja, odbędzie się zebranie organizacyjne dla rodziców przyszłych klas 1 i oddziału przedszkolnego. W czasie zebrania postaramy się udzielić Państwu kompleksowych informacji, które pozwolą Państwu i Państwa dzieciom spokojnie i pewnie wkroczyć w kolejny rok szkolny. Zebranie odbędzie się w auli (za sekretariatem) o godzinie 18.00. Zapraszamy!

          • Serw, atak, blok!

          • Ostatnie dwadzieścia lat polskiej siatkówki to istna sinusoida - mozolnie wydobywaliśmy się z sportowego niebytu, by sięgnąć gwiazd, zdobyć najcenniejsze tytuły, po czym znów na chwilę ugrzęznąć w miejscu i doznać bolesnego upadku z samego szczytu. Trzeba jednak przyznać, że gra polskich siatkarek i siatkarzy zawsze przykuwała do telewizora, elektryzowała widza, mogła przysporzyć nas o palpitacje serce i inne nerwowe komplikacje. Nic dziwnego, że Szkolny Turniej Siatkówki również przyciągnął wielu chętnych i był źródłem niezapomnianych emocji.

            Były nieudane zagrania i asy serwisowe, wrzawa kibiców i radosne pokrzykiwania zawodników, odbiory pełne poświęceń i widowiskowe kiksy, czyli wszystko, co powinno pojawić się na prawdziwym siatkarskim turnieju. Siódmoklasiści imponowali formą i staraniami. Pierwsze miejsce na pudle zajęła klasa sportowa, 7a, zaraz za nimi na podium zamedlowała się łączona reprezentacja klas 7c i 7d. Sportowcom należy pogratulować wytrwałości i zaangażowania, bo emocjami, które zafundowali widowni można byłoby obstawić kilka wielkich imprez sportowych. Atak w stylu Bartosza Kurka, blok Możdżenia? Proszę bardzo, serwujemy wszystko! A przede wszystkim cieszymy się sportem, który niezmienne jest dla nas źródłem radości i zdrowej rywalizacji.

          • Mediomaniacy - warsztaty na WNPiD

          • Drżyjcie, dziennikarze, idzie nowe medialne pokolenie! Z głową pełną świeżych pomysłów, innowacji i werwy. Pokolenie C - stale online, z milionami subskrybcji i powiadomień, które stale pojawiają się na ekranach ich telefonów i komputerów, dowiadujące się wszystkiego z prędkością wyznaczaną przez ruch kciuka, znające tysiące youtuberów, vlogerów, gamerów - słowem, trendsetterów tego, jak zmieniają się media. 

            Obsługiwanie sprzętu wartego tysiące złotych opanowują w mgnieniu oka. Potrafią znaleźć świetny kadr, ustawić światło. Wykorzystanie programu do montowania materiału jest niczym zabawa w Paincie. Oto cyfrowi, medialni tubylcy - przyszłość telewizji i internetu.

            Ich potencjał szybko zauważa redaktorka Kuriera Akademickiego, która oprowadzała nas po zakątkach Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa - od pracowni radiowej, przez reżyserkę, aż po studio nagraniowe. Wobec tego szybko oddaje im je we władanie. A oni z gracją Omeny Mensah i profesjonalizmem Jarosława Kreta potrafią zapowiedzieć pogodę, zrobić czołówkę wiadomości i tak zwaną "setkę". Nomenklaturę dziennikarską chłoną jak gąbki, gromadzą się wokół konsoli i komputerów, które służą do montażu. Idzie zmiana, panowie i panie, a oni są w jej awangardzie.

          • Darmowe przejazdy po Poznaniu!

          • Koniec z martwieniem się o bilety na szkolne wyjścia i wycieczki. Koniec z pośpiesznym doładowywaniem PEKI! Od września 2018, o ile uczniowie będą posiadali ważną legitymację szkolną, przejazdy będą darmowe! Polecamy zapoznać się z całym komunikatem Zarządu Transportu Miejskiego!

          • Cała Europa w jeden dzień!

          • Byli niegdyś śmiałkowie - literaccy na pewno - którzy w 80 dni próbowali objechać cały świat. Dziewięć lat temu 23-latka z Poznania w 359 dni samotnie opłynęła ziemię. Wielu było podróżników, którzy podejmowali karkołomne próby zwiedzenia wybranego kontynentu czy świata w jak najkrótszym czasie. Przynosiło to różne skutki - niekiedy, granicząc z brawurą i butą, było źródłem nieszczęść, innym razem przynosiło niezapomniane anegdoty i odkrycia. Ale nam udało się, bez szwanku, za to z wielką radością, zwiedzić całą Europę w jeden dzień - poznać kultury różnych państw Starego Kontynetu i przy okazji najeść się do syta. Jak to zrobiliśmy? 

            Byliśmy w Irlandii i na własne oczy widzieliśmy skrzata Leprechauna, jednak mimo wielu prób i wielkich nacisków nie zdradził nam położenia żadnego garnca ze złotem, choć mieliśmy już cichą nadzieję, że resztę życia będzie nam upływało w zbytku i obrzydliwym bogactwie. Przenieśliśmy się na Oktoberfest, by pozajadać się cudownymi babeczkami i na moment poczuć się jak Niemcy dyskutujący o wyższości Bayernu nad Borussią i fenomenie bramkostrzelnego Roberta Lewandowskiego. Odwiedziliśmy także magiczny Paryż, by spotkać szefa kuchni, który uraczył nas francuskim croissantem i camembertem. W Szwecji spotkaliśmy przygotowujący się do skoku stulecia Gang Olsena i zdradzimy Wam, że i tym razem nic z tego nie będzie. No może poza karuzelą śmiechu. Każdego europejskiego kraj mogliśmy tego dnia - dosłownie - posmakować, poznać jego historię i sekrety. Na moment na wyciągnięcie ręki mieliśmy Hiszpanię, Portugalię, Włochy i nawet malutki Luksemburg. I bardzo nam się to podoba! Póki co zwiedzamy je palcem po mapie i w malutkiej auli, ale kto wie, może już niedługo zdobyta wiedza przyda nam się w praktyce, bo wybierzemy się na mały eurotrip? Po kolejnym Dniu Europejczyka będziemy do tego przygotowani na szóstkę!

            Naszym anglistom gratulujemy organizacji i rozmachu!

          • Żywa legenda

          • Nieco starsi, szczególnie jeśli są amatorami sportu, pamiętają, jak wielu emocji niegdyś dostarczał - jak heroicznie walczył o każdy rzucony centymetr, jak poprawiał własne, wyśrubowane wyniki, pokonując kontuzje i łamiąc kolejne bariery; niektórzy z pewnością byliby w stanie dokładnie przypomnieć sobie moment, w którym - we wzruszeniu - wsłuchiwali się w "Mazurka Dąbrowskiego", który za jego sprawą rozlegał się na stadionach całego świata, chociażby w Sydney lub Edmonton. Niedawno odwiedził naszą szkołą - żywa, lekkoatletyczna legenda, Szymon Ziółkowski.

            Na stole spoczywały sobie, jak gdyby nigdy nic, medale. Wykonane z każdego ze sportowych kruszców - od najcenniejszego, olimpijskiego złota zdobytego w Sydney, aż po brąz z Helsinek. Za każdym z nich kryje się historia pełna wyrzeczeń, bólu, setek godzin treningów, hektolitrów wylanego potu, ale także - a właściwie przede wszystkim - starań, które zaowocowały sportowymi sukcesami i zasłużoną pozycją, satysfakcją i prestiżem. Uczniowie dotykali ich z niespotykanym na co dzień namaszczeniem, jakby wyczuwali tę ich szczególną aurę.

            Rosłemu sportowcowi przyglądali się z zainteresowaniem, choć trudno od nich oczekiwać, by znali jego sportowe dossier. Największe emocje wywołało jednak pojawienie się młota, który jest przecież atrybutem Szymona Ziółkowskiego - znalazło się wielu śmiałków, którzy zapragnęli zmierzyć się z jego ciężarem. Jak widać, całkiem nieźle im to poszło, ku ogólnemu aplauzowi i uciesze. Pierwszy krok za naszymi siłaczami - może podążą ścieżką Szymona Ziółkowskiego, który pokazał, jak zwykły chłopak z Poznania mógł przebojem wedrzeć się w lekkoatletyczny świat, na długo pozostając jasną gwiazdą w tym sportowym firmamencie?

            Spotkanie zorganizowali przedstawiciele naszej niezastąpionej Rady Rodziców. Dziękujemy!

          • Rocznica Czerwca 1956 roku

          • Dla każdego poznaniaka Czerwiec 1956 roku jest momentem szczególnym, przełomowym. Oto mieszkańcy - mimo świadomości zagrożenia i kosztów, które mogą ponieść - podnoszą głowy (i ręce) przeciwko władzy ludowej. Nawet o tym nie wiedząc rozpoczynają czas wystąpień, które zmienią oblicze tego kraju. Co roku miasto w szczególny sposób upamiętnia te wydarzenia, oddając hołd Matyi, Romkowi Strzałkowskiemu i wszystkim bezimiennym, który brali w nich udział. Szkoła Podstawowa nr 9 również włącza się w te obchody - Niepokorni 56- Eki z Małeki zapraszają.

          • Pierwszy dzień wiosny - 21.03

          • Praktycznie każdy dzień obfituje w wiele różnych świąt i okazji do celebrowania - gdyby się uprzeć, codziennie można byłoby znaleźć powód, dla którego powinniśmy mieć wolny dzień lub pozwalać sobie na drobne szaleństwa. Ten dzień wydaje się jednak szczególny - po pierwsze jest wezwaniem do stawienia wiosny, która ostatnimi czasy ewidentnie wystawia na próbę naszą cierpliwość. Po drugie - w szkole zawsze wiąże się z okazją do złapania oddechu, bo to w końcu osławiony Dzień Wagarowicza i nawet jeśli przyjdziesz do szkoły, to wiesz, że się nie przepracujesz, bo nikt nie jest aż tak zły, by zapędzać wtedy do jakiegoś wielkiego, intelektualnego wysiłku.

            Oczywiste było, że obietnica odpoczynku,  którą przynosi ten dzień, zostanie spełniona - nie wiedzieliśmy jednak, że stanie się on także okazją do włączenia się wielką, wartościową akcję, dopóki tłumnie nie dołączyliśmy do kolorowej, wesołej grupy gromadzającej się u stóp naszego wieszcza przy Placu Mickiewicza. W tym roku postanowiliśmy wesprzeć "Marsz na tak!" organizowany przez Stowarzyszenie Na Tak, już od lat zajmujące się pomocą osobom niepełnosprawnym intelektualnie, w tym osobom z zespołem downa, którzy - jak się dowiedzieliśmy - także obchodzili dziś swoje święto. Poziom energii i ekstatycznej wręcz radości, którą uczestnicy marszu dzielili się ze światem, można byłoby mierzyć w milionach dżuli. Plac Wolności zaroił się od kolorowych motyli z Hospicjum Palium i wielobarwnych chust; słychać było śpiewy i wesołe rozmowy. Obcy sobie ludzie wymieniali się promiennymi uśmiechami, słali sobie serdeczne pozdrowienia. Dla naszych uczniów była to także wielka lekcja otwartości i z pewnością - gdy przyjdzie im zdawać jakiś egzamin - zdadzą go śpiewająco, dokładnie tak samo jak dziś.

          • Turniej piłki nożnej

          • Niektórzy myślami byli już przy piątku - snuli weekendowe plany, wyobrażali sobie, jak oddają się błogiemu lenistwu i pełnymi garściami czerpią z uroków wolnego czasu. Inni - wręcz przeciwnie - skupieni byli na tu i teraz. Z namaszczeniem składali w kostkę codzienne ubrania i przywdziewali strój sportowy - podciągali getry, zwinnie wsuwali się w koszulki, najlepiej opatrzone jakimś numerem i znanym nazwiskiem, wiązali kolorowe buty, delikatnie muskając ich czubki już przygotowane do finezyjnych zwodów i pięknych strzałów. 

            W szatniach wymieniali się ostatnimi spostrzeżeniami i strategicznymi ustaleniami - kto stoi na bramce, kto zostanie wysunięty na tak zwaną szpicę, no i najtrudniejsza kwestia - kto zacznie mecz od grzania ławy. Emocje zagęściły atmosferę tym bardziej, że sala gimnastyczna prędko wypełniła się zagorzałymi kibicami poszczególnych klas - są transparenty, pompony, trąbki i gwizdki. Choć sędzia nie wskazał jeszcze na środek boiska, co oznaczałoby zaproszenie do gry, to już teraz wiadomo, że każde podanie i próba strzału w światło bramki będzie wzbudzała wśród kibiców wrzenie. Już samo losowanie meczowych par było emocjonujące - niektórzy wyraźnie cieszyli się z tego, kogo przypadek zesłał im jako pierwszego przeciwnika, inni byli wyraźnie poruszeni faktem, że mecz otwarcia może być meczem o wszystko, bo już na wstępie trafił im się najtrudniejszy przeciwnik. Gdy zabrzmiał pierwszy gwizdek i turniej piłki nożnej klas szóstych można było uznać za otwarty, rozpoczęła się wręcz mordercza walka o każdą piłkę i każdy centymetr boiska. Optymizem napawa fakt, że wśród barczystych, silnych chłopców pojawiły się dziewczyny, które na boisku w niczym im nie ustępowały - ofiarnie blokowały strzały, pędziły z piłką obiema flankami boiska, szukały dziur w defensywie i atakowały bramkę przeciwników. Całość turnieju rozegrana została we wspaniałej, sportowej atmosferze, która dla niektórych nosiła znamiona niedalekiego już Mundialu w Rosji - były emocje, nagłe zwroty akcji; był czarny koń, który prawie spłatał figla, były nieoczywiste porażki i wielkie zwycięstwa. Był także wysiłek, starania - czasem płonne; były pojedynki, których przebiegu nie oddawał wynik; były też potyczki rozgrywane zgodnie z oczekiwaniami kibiców i zawodników. Ale przede wszystkim - była sportowa radość. Z udanego dryblingu, strzelonej bramki, z obronionego strzału. Był duch fair-play i joga bonito. Widowisko było oszałamiające!

          • Niewiarygodne eksperymenty

          • Na dźwięk słów "fizyka" i "chemia" zdecydowanej części uczniów cierpnie skóra, plecy oblewa zimny pot i zaczynają trząść im się ręcę. Tablica Mendelejewa to początkowo zbiór dziwnych symboli, Newton co prawda z czymś się kojarzy, ale w zasadzie brzmi bardziej jak nazwisko wysokiej klasy koszykarza, a pipeta czy kolba jak mało wyszukane przezwiska. No ogólnie rzecz ujmując - czarna magia.

            Uczniowie najczęściej zżymają się, że to wszystko jest takie trudne i niezrozumiałe. Ale gdy usłyszą słowo "eksperyment", "doświadczenia" lub "naukowiec", sytuacja diametralnie się zmienia. Nagle podrywają się do pracy, chcą wszystkiego dotknąć, zmieszać odczynniki (najlepiej, by doprowadziły do jakiegoś niewielkiego, acz efektownego wybuchu!), zachwycają się ich barwami. Są ciekawi, jak to wszystko funkcjonuje, z czego wynika i dlaczego właściwie kwas zawsze trzeba wlewać do wody, a nie odwrotnie. Na chwilę wcielają się w rolę małego Dextera lub Emmetta Lathropa Browna, z chęcią przywdzialiby biały fartuch, gogle ochronne i rozczochraliby sobie włosy, bo to rzecz, po której bezbłędnie można rozpoznać szalonego naukowca. No i właśnie tę niezmienną, niesłabnącą fascynację naukowymi eksperymentami postanowił wykorzystać nasz zespół "umysłów ścisłych" - ku chwale rozpowszechniania wiedzy siły połączyli fizycy, chemicy, biolodzy i zaprosili naszych uczniów do wspólnych doświadczeń. Wybuchów na całe szczęście nie uświadczyliśmu, ale i tak było zjawiskowo! Atmosfera była wręcz elektryzująca - ciekawość sięgała zenitu i potwierdziła się stara, szkolna prawda - najlepiej uczyć się przez doświadczenie, wtedy wiedza sama wchodzi do głowy. A jeśli można jeszcze przy tym coś zadymić lub zaczny iskrzyć... Tym atrakcyjniejsza będzie zabawa!

          • Światowy Dzień Darwina

          • Dlaczego fenek ma duże uszy, grzechotnik grzechocze swoim ogonem, a człowiek się poci? Po co nam kciuki, a sowom duże oczy? Takie pytania moglibyśmy mnożyć, a odpowiedź na nie jest jedna, choć ona niestety ludzi dzieli. Za wszystko odpowiedzialna jest ewolucja - powolny rozwój, dostosowywanie się do warunków i okoliczności. To jednocześnie najbardziej zagadkowa i fenomenalna forma inteligentnego przystosowywania się. 

            Uszy fenka to wachlarze, które pomagają mu się schłodzić, gdy temperatura na pustyni osiąga niewyobrażalne wręcz poziomy. Złowieszczy dźwięk, który wydaje ogon grzechotnika i który rozchodzi się w promieniu kilkudziesięciu metrów, to zwyczajny znak ostrzegawczy - nie zbliżaj się do mnie, bo to się źle skończy. Wszystkie te rozwiązania zostały wypracowane na przestrzeni setek tysięcy lat, a ich znaczenie zawsze ma swoje źródło w teorii, którą opracował Darwin. To jemu zawdzięczamy rozwiązanie części zagadek, które od zawsze nurtowały ludzkość. Jako dowód wdzięczności dla dokonań tego człowieka ustalono, że dzień jego urodzin - 12. lutego - będzie międzynarodowym świętem wszystkich nauk przyrodnicych, dzięki którym możemy zrozumieć procesy, w których uczestniczymy każdego dnia. W naszej szkole też poznawaliśmy tajniki ewolucji, które na prosty język przełożył pan Michał Misiak, przedstawiciel Polskiego Towarzystwa Nauk o Człowieku i Ewolucji. Wspólnie zastanawialiśmy się, jak organizmy przez lata doskonaliły się, żeby przetrwać. Dzieci były zafascynowane. Dziękujemy panie Darwinie!

          • Dzień Śpiocha

          • Jest taki dzień w ciągu roku szkolnego, kiedy nikogo nie dziwi fakt, że po korytarzu sennie snują się uczniowie przyodziani w kolorowe, miękkie piżamy, włóczą za sobą kocyki, poduszki, a w ramionach dumnie dzierżą swoje ulubione przytulanki. Nikt też nie będzie robił sensacji, że jego wychowawczyni tłumaczy ułamki będąc w szlafroku i papilotach. Nawet na ziewanie wszyscy jakoś przymkną oko. Ten dzień to spełnienie skrytych marzeń (także sennych) zarówno uczniów, jak i nauczycieli, którzy każdego dnia toczą heroiczny bój przy porannym wstawaniu, by zdążyć przed pierwszym dzwonkiem stawiającym w pełnej gotowości.

            Nie jest to tajemnicą, że każdemu choć raz przemknęła przez głowę taka myśl - ach, jak pięknie byłoby móc przenieść łóżko i ciepłą kołderkę wprost do sali lekcyjnej i o podbojach świata, wielkich odkryciach geograficznych i figurach geometrycznych uczyć się, leżąc w tych ciepłych pieleszach. Ten dzień to taka namiastka tego stanu - łożka co prawda nie ma, ale piżama, kocyk i poduszka dają poczucie, że nadal się w nim błogo tkwi. Każdego innego dnia takie widoki na szkolnych korytarzach byłyby dość zaskakujące, mogłyby zresztą być przyczynkiem do refleksji, czy aby na pewno wszyscy tego dnia obudzili się o odpowiedniej godzinie, no i przede wszystkim - czy jest u nas dobrze ze zdrowiem. Na szczęście Dzień Śpiocha obchodzimy w szkole już trzeci raz i wszyscy są do tego przyzwyczajeni. Musimy przyznać, że ten dzień jest szczególnie wyczekiwanym wydarzeniem. W tym roku był jednak jeszcze bardziej wyjąkowy niż zwykle, ponieważ poprzedziło go pierwsze historyczne szkolne nocowanie. W poniedziałek szkolny hol wypełnił się tłumem rodziców i dzieci. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że stało się to o godzinie 19, a nasi uczniowie byli objuczeni bagażami niczym najsilniejsi tragarze. W tych wypełnionych po brzegi walizkach i torbach znajdowały się wszystkie (nie)zbędnę akcesoria, które miały im pomóc przetrwać noc poza domem. Zaczęliśmy wspólną kolacją i seansem filmowym - później na uczniów czekały niespodzianki w klasach, włączając w to gry planszowe, niecodzienne polonistyczne quizy o północy i rozmowy do późna. Było świetnie, choć następnego dnia zaraźliwość ziewania wzrosła o 100%. Mimo to z pewnością jeszcze to powtórzymy!

          • Turniej Gier i Zabaw Ruchowych

          • W listopadzie nasi czwartoklasiści są już dużo śmielsi - otrzaskani z nowymi przedmiotami, oswojeni z zupełnie innymi nauczycielami, którzy samowolnie zastąpili ich ukochaną panią, zapoznani z resztą budynku szkoły, dotąd raczej niespenetrowaną. I gdy zaczynają sobie całkiem nieźle radzić na "nowym levelu", wuefiści stawiają przed nimi pierwsze większe, sportowe wyzwanie, no bo Szkolny Turniej Gier i Zabaw Ruchowych, to nie są, drodzy Państwo, żadne przelewki.

            Trzeba wybrać reprezentację, więc rodzą się przed nimi pierwsze trudne wybory, w których trzeba wykazać się strategiczną wręcz koncepcją; no a później? Później to dopiero się zaczyna! Gonitwy, przeszkody, głośny doping. Presja, zawrotne tempo, niespodziewane zwroty akcji. Trzeba mieć żelazne nerwy i świetną kondycję. Emocje niekiedy sięgają zenitu - trzeba się więc przygotować na wszystko i obmyśleć plan działania. A przy tym wszystkim należy pamiętać o najważniejszym - że siła tkwi w zespole, wzajemnym wsparciu i czystej, sportowej rywalizacji. Od niepamiętnych czasów na najwyższym stopniu podiom wspinają się ci, którzy aż do zakończenia ostatniego biegu i do ostatniego gwizdka sędziego walczą i dopingują swój zespół. W szranki stają cztery zespoły klasowe - zdeterminowane, by wygrać. Gotowe do wysiłku. Skupione na swoim celu. I tak właśnie zaczyna wielka sportowa przygoda, a my z uśmiechem lub okrzykiem na ustach możemy przyglądać się, jak wygląda istota sportu.

          • Turniej tenisa stołowego

          • Jeśli chcielibyście zdobywać zwycięskie laury w tym sporcie, musielibyście być zwinni, szybcy, zachowywać ciągłą jasność umysłu, przewidywać posunięcia przeciwnika, potrafić skutecznie zamarkować jakiś ruch, który współzawodnika wyprowadzi w pole, który zmusi go do błędu; poza tym to sztuka skupienia i cierpliwości (lata temu odbyła się rozgrywka, podczas której o jeden punkt zawodnicy walczyli dwie godziny i piętnaście minut, a piłka przeleciała nad siatką ponad 10 tysięcy razy!); niektórzy twierdzą, że to brzydsza siostra tenisa ziemnego, ale to zwykła złośliwość, która ma niewiele wspólnego z prawdą.

            Turnieje tenisa stołowego to w naszej szkole tradycja tak stara jak historie o sportowych sukcesach Andrzeja Grubby. Tegoroczny był nie mniej emocjonujący niż zeszłoroczne rozgrywki - był pot i pewnie mogłyby być i łzy, ale że wszystkie zawody odbywają się u nas w duchu fair play, to po odłożeniu rakietek i po umilknięciu dźwięków ostatnich kroków w zawodnikach zostaje jedynie radość i boskie zmęczenie. Emoje udzielają się głównie kibicom, którzy od lat mają swoich faworytów. Każdego roku zdarzają się na szczęście także tak zwane "czarne konie", które uatrakcyjnianją sport od zarania wieków. Zwycięzca jest jednak jak zawsze jeden - piękny duch sportu!

          • Spotkanie autorskie

          • Stworzyła niepowtarzalną, zabawną postać Korniszonka, z którą dzieci od pierwszego zdania zaczynają się utożsamiać. Cierpliwie i ciekawie wyjaśniła zawiłości historyczne przedstawicieli rodu Piastów - Mieszka, Bezpryma, Kazimierza Odnowiciela i innych dawnych władców naszego kraju. Odtworzyła dzieje dzieci legendarnego, owianego wieloma tajemnicami łódzkiego fabrykanta, Karola Scheiblera, oddającym tym piękny hołd swojemu rodzinnemu miastu.

            Bez strachu i skrępowania podejmowała trudne tematy - opisywała pogmatwane losy rodzin niepełnych, patchworkowych, które borykają się ze znaczniei większymi problemami niż dylemat, która restauracja będzie dobra na niedzielny obiad. A przy tym wszystkim w ogóle nie była natchnioną pisarką, która z gęsim piórem w ręku wyczekuje, najlepiej w okolicach północy, jak spłynie na nią czar muzy i napisze kolejną genialną książkę. Bez zbędnych upiększeń opisała swój pisarski warsztat, zasiewając tym samym w słuchaczach ziarnko nadziei, że im także może udać się kiedyś stworzyć takiego bohatera literackiego, który będzie później - już samowolnie - żyć w wyobraźni nastoletnich czytelników. Mowa oczywiście o pani Grażynie Bąkiewicz! Autorka odwiedziła naszą szkołę, przywożąc ze sobą całkiem pokaźny zbiór swoich książek. Myślicie, że pozwoliliśmy jej cokolwiek zabrać z powrotem? :)

          • Hipnotyczny koncert

          • Są tacy, którzy twierdzą, że lekarstwem na wszystko jest czekolada i zapewne mają rację. Zapewne znajdą się wśród nas także zwolennicy innej teorii - że smutki najskuteczniej leczy pizza, która nie pyta, tylko rozumie. Ale niezależnie od tego, czy Ty, czytelniku, należysz do #teamuczekolada czy #teamupizza, zgodzisz się (idziemy o zakład!), że bez względu na nastrój towarzyszy człowiekowi jeszcze inna rzecz - muzyka!

            Ludzie słuchają muzyki z najróżniejszych względów - gdy jest im smutno i w melancholii twórców szukają jakiejś platformy porozumienia dla wszystkich nadwrażliwych; gdy rozpiera ich radość i energia, które znajdują ujście w rytmicznym poruszaniu całym ciałem; gdy w huśtawce nastroju znajdują się gdzieś dokładnie na środku i chcieliby, by dźwięki wprawiły ten języczek uczuć w ruch, by wyraźniej wskazał na jakąś emocję; gdy jesteśmy znudzeni długą trasą spędzoną w dusznym samochodzie i chcemy się choć na chwilę odprężyć. Muzyka sprawia, że intenstywniej odczuwamy; muzyka - niezmiennie, właściwie od zarania dziejów - uczy i bawi. Dostarcza rozrywki, towarzyszy podniosłym momentom. Wprawia w zachwyt, porusza nogi nawet najsztywniejszych. I przede wszystkim właśnie - budzi emocje. Tak jest w zasadzie na każdym z naszych szkolnych koncertów. Czasem dzieci siedzą jak zahipnotyzowane, wsłuchując się w dźwięki rozchodzące się po auli, innym razem już pierwszy takt wprawia ich w wesoły, spontaniczny ruch. Jedno jest pewne - nikt nie pozostaje obojętny na tę muzyczną ucztę!

          • Ogólnopolska akcja - Urodziny Oliwii

          • Chyba każdy pamięta uczucie, które towarzyszy oczekiwaniu na ważny dla nas dzień - tę euforię mieszającą się z radosnym poddenerwowaniem i stresem, czy ten wielki dzień sprosta naszym oczekiwaniom, my oczekiwaniom gości, a goście prezentom. To napięcie odliczania dni, przygotowań, starań. Przypomnijcie sobie którąś z okazji, na której celebrację czekaliście aż tak długo. Wywołajcie z pamięci obrazy dni poprzedzających ją - emocje wracają jak żywe, zaczynają na powrót w nas tętnić, prawda?

            Tak mocno zakotwiczyły się w nas razem z tym wspomnieniem, że z całą mocą będą napływały za każdym razem, gdy o tym pomyślimy. Dotyczy to niestety także tego, co przykre i złe. Wyobraźcie sobie więc przeddzień swoich 12. urodzin - rozdajecie znajomym starannie wykonane zaproszenia. Kilka ulic dalej cukiernik właśnie kończy ozdabiać Wasz tort. Właściciel wynajętej sali zabaw właśnie przygotowuje kącik atrakcji. Ty tylko czekasz, aż skończy się już ten przydługi dzień w szkole i w końcu oddasz się błogiej zabawie w towarzystwie miłych ci osób. Z radością rzucasz w kąt plecak, wkładasz ulubione trampki i koszulkę i pędzisz w umówione miejsce. Tam jednak okazuje się, że... nikt z Twoich gości nie przyszedł. Nikt. Przykre? To mało powiedziane. Brutalne? W całej rozciągłości. Siadasz ze smutkiem pod kolorową girlandą z napisem "wszystkiego najlepszego!" i zastanawiasz się, dlaczego właściwie Cię to spotkało. Tak do końca nie zdajesz sobie z tego sprawy. Widzisz też zatrwożoną twarz swojej mamy. Ona wie. Twoi goście nie przyszli, bo uważają, że coś jest z Tobą nie tak, ponieważ masz autyzm.

            To nie jest wymyślona historia. Coś takiego przed kilkoma dniami przydarzyło się niespełna 12-letniej Oliwii, na której urodziny nie przyszedł nikt z zaproszonych kolegów i koleżanek. Na szczęście jednak karma ma to do siebie, że nawet, jeśli czasem trochę zaśpi, to wraca - a że Oliwia jest przesympatyczną, wspaniałą dziewczyną, karma wróciła ze zdwojoną siłą - siłą Internetu. Gdy tylko internauci dowiedzieli się o tym, co przydarzyło się dziewczynce, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Oliwia dostała tysiące prezentów i kartek urodzinowych, a na jej drugie urodziny przyszło prawie pół Warszawy. My byliśmy z Oliwią duchem, no a przede wszystkim dotarły do niej kartki własnoręcznie zrobione przez naszych uczniów. Wykazali się oni wielkimi pokładami empatii i wszyscy byliśmy zgodni co do tego, że każdy zasługuje na to, by w dzień urodzin czuć wyłącznie szczęście, a jeśli płakać, to tylko ze wzruszenia. Oliwio, wszystkiego najlepszego!

          • Dzieciństwo na Łazarzu

          • We wrześniu dowiedzieliśmy się już, jakie miejsca na Łazarzu są najważniejsze dla najmłodszych - które z nich były anturażem dla pięknych wspomnień, które zachwycają ich swoim wyglądem, które są miejscem najbardziej wymyślnych zabaw. No ale żeby uzyskać pełen obraz, należało jeszcze o zdanie zapytać dorosłych i skonfrontować te dwie wizje - tylko wtedy mogła powstać wielopokoleniowa mapa naszej dzielnicy, której stworzenie od początku było naszym celem.

            Fakt, że sposób postrzegania rzeczywistości zmienia się z wiekiem jest rzeczą tak oczywistą, że właściwie wstyd jest powtarzać takie komunały, ale fascynujące jest to, jak wielu aspektów życia to dotyczy. Okazuje się, że nawet w postrzeganiu miasta mało zostaje nam z naszej dziecięcości. I niby czujemy tę dawną magię miejsc, gdy słyszymy rzewne opowieści o dawnym Łazarzu i jesteśmy święcie przekonani o tym, że była to jakaś mityczna kraina pełna niespodzianek, przygód, czasem niebezpieczeństw (ach to dzieciństwo sielskie, anielskie), ale trudno jest to dostrzeć wśród oparów spalin, gdy szuka się wolnego miejsca parkingowego wokół Rynku Łazarskiego. Mimo wszystko jednak cztery rodziny, które zaprosiliśmy do udziału w projekcie, z zapałem szukały na mapie swoich punktów wspólnych. Staraliśmy się też pokazać dzieciom uroki dawnego Łazarza, które teraz - niestety - bardzo często możemy podziwiać jedynie na zdjęciach. W tym celu skorzystaliśmy z zasobów Stowarzyszenia Wirtualny Łazarz, które gromadzi takie materiały - a pan Roman Modrzyński snuł piękną opowieść o miejscach, których już nie ma. Rodzice wzdychali i uśmiechali się do swoich myśli, a dzieci nie przestawały się dziwić, o co im tak właściwie chodzi. Ale taki właściwie był cel, nieprawdaż?

    • Kontakty

      • Szkoła Podstawowa nr 9 im. dra Franciszka Witaszka w Poznaniu, ul. Łukaszewicza 9/13
      • sekretariat@sp9.eu
      • jazwinskajoanna@gmail.com
      • 0 61 866-33-65
      • ul. Łukaszewicza 9/13, 60 - 726 Poznań
  • Galeria zdjęć