Nieco starsi, szczególnie jeśli są amatorami sportu, pamiętają, jak wielu emocji niegdyś dostarczał - jak heroicznie walczył o każdy rzucony centymetr, jak poprawiał własne, wyśrubowane wyniki, pokonując kontuzje i łamiąc kolejne bariery; niektórzy z pewnością byliby w stanie dokładnie przypomnieć sobie moment, w którym - we wzruszeniu - wsłuchiwali się w "Mazurka Dąbrowskiego", który za jego sprawą rozlegał się na stadionach całego świata, chociażby w Sydney lub Edmonton. Niedawno odwiedził naszą szkołą - żywa, lekkoatletyczna legenda, Szymon Ziółkowski.
Na stole spoczywały sobie, jak gdyby nigdy nic, medale. Wykonane z każdego ze sportowych kruszców - od najcenniejszego, olimpijskiego złota zdobytego w Sydney, aż po brąz z Helsinek. Za każdym z nich kryje się historia pełna wyrzeczeń, bólu, setek godzin treningów, hektolitrów wylanego potu, ale także - a właściwie przede wszystkim - starań, które zaowocowały sportowymi sukcesami i zasłużoną pozycją, satysfakcją i prestiżem. Uczniowie dotykali ich z niespotykanym na co dzień namaszczeniem, jakby wyczuwali tę ich szczególną aurę.
Rosłemu sportowcowi przyglądali się z zainteresowaniem, choć trudno od nich oczekiwać, by znali jego sportowe dossier. Największe emocje wywołało jednak pojawienie się młota, który jest przecież atrybutem Szymona Ziółkowskiego - znalazło się wielu śmiałków, którzy zapragnęli zmierzyć się z jego ciężarem. Jak widać, całkiem nieźle im to poszło, ku ogólnemu aplauzowi i uciesze. Pierwszy krok za naszymi siłaczami - może podążą ścieżką Szymona Ziółkowskiego, który pokazał, jak zwykły chłopak z Poznania mógł przebojem wedrzeć się w lekkoatletyczny świat, na długo pozostając jasną gwiazdą w tym sportowym firmamencie?
Spotkanie zorganizowali przedstawiciele naszej niezastąpionej Rady Rodziców. Dziękujemy!